Zazdrość: jedyne uczucie, które nigdy nie znika

Za co ludzie Cię nie lubią? Odpowiedź jest banalnie prosta. Ludzie mogą nie lubić Cię dosłownie za wszystko.

Za to, że krzywo spojrzysz,
że za dobrze wyglądasz,
że źle wyglądasz,
że masz pieniądze,
że nie masz pieniędzy,
za to, że jesteś sobą…albo po prostu za to, że do nich nie pasujesz, bo nie spełniasz ich oczekiwań.

A cóż to są za oczekiwania? Niezwykle skomplikowane, a jednak całkiem banalne. Chodzi po prostu o to, że nie możesz być lepszy. Masz być taki w sam raz. Nie za mądry, ale pomocny; nie za bogaty, ale taki, żeby się dzielić tym, co masz. Niezbyt ładny, ale z wystarczającą aparycją, żeby się Ciebie nie wstydzić. Masz pasować, nie wychylać się, nie błyszczeć – chyba że da się na tym skorzystać.

A jak się nie da? To Twój blask ich razi. Bo czują się mniejsi i to by było na tyle, jeśli chodzi o przyjaźń. Bo uczuciem jedynym trwałym jaki człowiek może darzyć drugiego człowieka jest zazdrość. Choćbyś się dwoił i troił, udawał przed sobą, ona nie zniknie. Miłość przeminie, przyjaźń przeminie, nawet nienawiść zniknie. Ale zazdrość? Zbyt mocno zapuściła w nas korzenie.

Zazdrościć potrafimy absolutnie wszystkiego: ciuchów, urody, domu, dzieci, partnera, grzecznego psa, wygodnego miejsca parkingowego, ciekawej pracy, wakacji…ale przede wszystkim i do tego się wszystko sprowadza – pieniędzy.

No, bo masz pieniądze? To masz i wakacje i samochód i twarz sobie zrobisz jak trzeba. A im więcej ich masz, to i lepszą twarz dostaniesz.

Tylko, jeśli wiesz już, że potrzebujesz pieniędzy, to co z tym zrobisz? Pójdziesz do pracy? Będziesz się rozwijał? Szukał okazji do zarobku? Nie. Usiądziesz z telefonem na kanapie i wszystkie Twoje plany skończą się tam, gdzie się zaczęły. Na zazdroszczeniu innym, że oni mają, a Ty nie.

Nic nie robienie brzmi i jest jednocześnie – atrakcyjne. No, bo po co się starać, skoro on ma, bo miał lepiej? Miał łatwiej. Miał bogatego ojca. Albo ona. Bogato wyszła za mąż, jest atrakcyjna, to dostała awans. Ja nie mam szans…
I zamiast ruszyć z miejsca, zamiast zacząć coś ze sobą robić to wpadasz w jeszcze większą frustrację i kompleksy.

I potem siedzi taka Grażyna na kanapie, z kawką w ręku i komentuje zdjęcia/rolki obcych ludzi, którym się chce.
Sprzedają głupi content? Są żałośni? A komu oni to sprzedają jak nie Tobie? Kto to ogląda jak nie Ty? I teraz sam sobie odpowiedz, co jest bardziej żałosne, zarabianie na nagrywaniu głupot czy bierne ich oglądanie i komentowanie?

A jeśli już Ci się uda…i w końcu coś masz. To, kto pojawia się u Twojego boku? Ta, która od zawsze prowokuje zazdrość, czyli chciwość.

I zaczynają się kolejne udręczające myśli: dlaczego tylko tyle? Dlaczego on ma więcej? I to jest kluczowe. Nie to ile masz, a to, że ktoś ma więcej niż Ty. No, bo jeśli masz tylko tyle, a mózg podpowiada Ci, że zasługujesz na więcej, to są tylko dwa wyjścia: albo wcale na więcej nie zasługujesz…co jest katastrofalne dla Twojej samooceny; albo świat Cię nie docenił. Tak czy siak, to prosta droga do studni kompleksów, zawiści i niespełnienia.

Bo chciwość, to problem głowy, a nie stanu Twojego portfela. Pamiętasz przypowieść o złotej rybce? Jak dobrze się znasz? Zakończyłbyś na trzecim życzeniu? Prosiłbyś faktycznie o to, co jest Ci potrzebne, o to co było Twoim marzeniem? Czy starałbyś się ugrać na tym jak najwięcej?

Zastanawiałeś się z czego to się bierze? Tu nie chodzi już o pieniądze. Tu chodzi o strach. O obawę, że przegrasz. Że będziesz frajerem, jeśli nie wyciśniesz do końca. Że będziesz jutro żałował, że nie wykorzystałeś swojej szansy w 100%. 

A teraz wyobraź sobie, że wycisnąłeś. Że masz już wszystko, nie musisz się niczym martwić. Czy Twoja wartość faktycznie wzrosła? Czy teraz już jesteś szcześliwy, spełniony?

Najprawdopodobniej nie. Radość potrwa pewien czas, może nawet euforia. A potem minie i już będziesz musiał spotkać się sam ze sobą. Dokładnie taki jaki jesteś naprawdę. Bez pieniędzy i luksusu. Sam ze swoimi myślami. I jeśli po takim spotkaniu, dalej będziesz szczęśliwy to znaczy, że naprawdę jesteś bogaty. Bez względu na to ile wynosi stan Twojego konta. 

A teraz wracając do tezy, że zazdrość jest jedynym stałym uczuciem w naszym życiu. No, bo nawet jeśli Ty w pewnym momencie osiągniesz już wszystko i powiedzmy, że przestaniesz zazdrościć innym, chociaż osobiście w to nie wierzę. Dlatego, że nie jesteś w stanie mieć absolutnie wszystkiego. Pewne rzeczy na pewnych etapach się po prostu wykluczają.

Jeśli masz pieniądze, zdrowie, przyjaciół, rodzinę i pełną satysfakcję z życia, to najpewniej umarłeś. 

A więc szczęściarzu, masz wszystko, nie zazdrościsz, ale teraz rolę się odwróciły. Jesteś tym, któremu zazdroszczą. I co się dzieje z Twoimi relacjami? Ile pozostanie, ile się skończy, a ile zyskasz nowych?

Zapewne wiele stracisz i wiele zyskasz, gorzej z tymi, co mieliby trwać przy Tobie przez cały czas. Bo przyjaźnie zawsze są interesowne w ten czy inny sposób.

Po co właściwie nam przyjaciel? Żeby spędzać z kimś czas? Żeby się zwierzać? Żeby sobie pomagać w trudnych chwilach? Ile z tego można nazwać altruistycznym? Nic.

Potrzebujesz kogoś, bo nie chcesz spędzać czasu sam.
Potrzebujesz kogoś, bo nie masz się komu wygadać.
Potrzebujesz kogoś, bo jesteś istotą społeczną, która nie przetrwa sama.
A nawet jeśli frajdę sprawia Ci pomaganie, to i tak po to, żeby podświadomie poczuć się lepiej. Lepiej ze sobą. Po każdym dobrym uczynku odczuwasz satysfakcję i czujesz się lepszym człowiekiem. Dlatego nie ma czegoś takiego jak przyjaźń bezinteresowna.

Ale to, że przyjaźń nie jest bezinteresowna nie zawsze musi oznaczać, że jest fałszywa. Bo fałszywa jest wtedy, kiedy nie tylko zyskujesz na relacji, ale sprawiasz, że druga strona na niej traci. Czym innym jest satysfakcja z tego, że komuś pomagasz i budowanie w ten sposób swojej samooceny, a zupełnie czym innym to, kiedy upadek przyjaciela podnosi Cię na duchu, bo nie czujesz się wtedy przegrywem.

Rzeczywistość jest jednak taka, że jakąkolwiek drogę wybierzesz i tak zawsze spotkasz pijawkę, która zechce wyssać z Ciebie jak najwięcej. Pytanie czy jej na to pozwolisz, czy będziesz umiał powiedzieć dość?

Absolwentka studiów filozoficznych o specjalności komunikacja społeczna. Zawodowo przedsiębiorca w branży marketingowej, a prywatnie pasjonatka zagadnień na pograniczu medycyny oraz psychologii.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć